Tłumaczenia przysięgłe Poznań – Blog

Blog mój traktuje o tłumaczeniach i pracy tłumacza

O przekładzie na przykładzie część druga

Kiedy pracujemy nad tłumaczeniem na pewno przydałoby się nam kilka osób wspomagających wysiłek tłumacza. Mam na myśli osoby zaangażowane w pracę nad przekładem książki „Europa” profesora Normana Daviesa . A skąd  o tym wiem? Bo o pracy tłumaczeniowej nad tomem autorstwa angielskiego historyka traktuje książka Elżbiety Tabakowskiej „O przekładzie na przykładzie”. Pisałem w poprzednich rozważaniach o  tym jakie wrażenie na mnie, jako osobie zaangażowanej w skromne przekłady angielsko-polskie, sprawił ogrom i stopień komplikacji przy tłumaczeniu dzieła historycznego z zakresu historii europejskiej.

Erudycja i licentia poetica czy grafomańska maniera?

Pisarstwo profesora Daviesa o  luźnym stylu – zgoła innym niż takim , na jaki napotykamy w tomach polskich historyków, nie pomaga autorce przekładu, pani Tabakowskiej.  Gdy autor pisze o Niemcach w kontekście średniowiecza, stanowi to celowy zabieg literacki. Podobnie gdy brytyjski historyk mówi o „supermenach” – jest to anachronizm użyty w określonym celu (mówi się wtedy o zabiegu literackim).  Gdy jednak pisze o Bratysławie, należy, tłumacząc, pamiętać, że dzisiejsza stolica Słowacji nosi to miano dopiero od 1919 roku. Tak więc, pisanie o Bratysławie przyjmującej prawa miejskie w 1291 roku jest niedorzecznością językową! Nie mającą do tego  uzasadnienia.

tłumacz musi pamiętać, że nazwa bratysławy ma historię

A ówcześnie mogła zwać się: Pisonium, Brezezburg, Istropolis, Bosonium – tych nazw miasta było więcej! Oprócz tego dla Niemców nosi miano Pressburga. Czy jeden tłumacz jest w stanie objąć to wszystko swoim umysłem w każdym calu, oprócz normalnej pracy na pograniczu dwóch języków?

Współpracownicy tłumacza

Przy tworzeniu przekładu polskiego „Europy” pracował sztab współpracowników tłumacza. Nieraz, zwłaszcza przy niektórych translacjach dokumentów specjalistycznych (vide: medycyna) , piszący te słowa z zazdrością myśli o tropicielu źródeł (czy mógłby nazywać się tropicielem amerykańskich skrótów specjalistycznych?), korektorze  czy weryfikatorze. Przydałby się! Wiadomo, praca nad tłumaczeniem książki oznacza długoterminową robotę w nieco innym rytmie, podczas gdy przekłady specjalistyczne są wykonywane w dużo większym pośpiechu. Ale czy są prostsze?  Jak odnieść trudność wyszukiwania okoliczności bitwy pod Bela Voda do trzyliterowych skrótów medycznych? Można powiedzieć: źródła, źródła i jeszcze raz źródła. Tam gdzie się kończy nasza wiedza a zaczyna statystyka dostępności źródeł.